Centrum Zgłoszeń (czynne całą dobę) 222 037 503

Nieuczciwe umowy kredytowe w euro – jak banki wprowadzały klientów w błąd?

wadliwe umowy kredytów

27.05.2025 — PIO

Po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku wielu Polaków stanęło przed nową szansą: banki zaczęły oferować kredyty hipoteczne w euro, które kusiły niższym oprocentowaniem i – na pierwszy rzut oka – atrakcyjniejszymi warunkami niż tradycyjne kredyty złotówkowe. Była to dla wielu jedyna droga do spełnienia marzenia o własnym mieszkaniu.

Dziś jednak okazuje się, że te „okazyjne” oferty były pełne pułapek. Umowy zawierające mechanizmy denominowania lub indeksowania kredytu do waluty obcej, czyli w tym przypadku euro, nierzadko zawierały klauzule abuzywne – niedozwolone zapisy, które działały wyłącznie na korzyść banku. Co więcej, wielu kredytobiorców nie miało pojęcia, jak poważne konsekwencje może nieść za sobą zmiana kursu euro. W efekcie, raty rosły, a saldo zadłużenia – zamiast maleć – często przekraczało kwotę kredytu, którą rzeczywiście otrzymali.

Brzmi znajomo? To dlatego, że bardzo podobnie wyglądały sprawy dotyczące kredytów frankowych, o których głośno było w ostatnich latach. I tak jak w ich przypadku, sądy coraz częściej stają po stronie klientów – uznając, że umowy zawierające niedozwolone klauzule mogą być po prostu nieważne.

Dzięki wyrokom polskich sądów i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), kredytobiorcy w euro również mają szansę dochodzić swoich praw. Warto więc wiedzieć, jak wyglądała konstrukcja takich umów kredytów walutowych i dlaczego dziś można je skutecznie unieważnić.

Umowa kredytowa, która wprowadzała w błąd

Z pozoru wszystko wyglądało jak trzeba. Klient podpisywał umowę kredytową, która – według zapewnień banku – miała mu pomóc spełnić marzenie o własnym mieszkaniu. Niższe oprocentowanie, stabilna waluta (euro) i pozornie przejrzyste warunki. Problem w tym, że wiele z tych umów było skonstruowanych tak, że prawdziwe ryzyko poznawało się dopiero… po podpisaniu dokumentów.

Zgodnie z przepisami (art. 69 ust. 2 Prawa bankowego), każda umowa kredytu powinna jasno określać m.in. walutę kredytu, zasady jego spłaty oraz sposób przeliczania rat. W praktyce jednak banki często wykorzystywały przewagę informacyjną i zawierały w umowach zapisy, które były korzystne wyłącznie dla nich, a dla klienta – całkowicie nieczytelne lub wręcz niekorzystne. Takie zapisy to tzw. klauzule abuzywne – czyli postanowienia niezgodne z prawem, które mogą prowadzić do nieważności umowy kredytu.

Jakie problemy pojawiały się najczęściej?

  1. Brak ostrzeżenia o ryzyku kursowym – nikt wprost nie tłumaczył, że jeśli kurs euro wzrośnie, to rata kredytu też pójdzie w górę, i to znacząco.
  2. Pełna kontrola banku nad przeliczeniem rat – wiele umów pozwalało bankom samodzielnie ustalać kurs euro, według własnych tabel. Klient nie miał wpływu na to, po jakim kursie przeliczana była jego rata.
  3. Niejasny sposób liczenia kursu euro – w wielu przypadkach umowy nie zawierały żadnych konkretnych zasad, jak i kiedy bank ustala kurs wymiany – co w praktyce pozwalało na dużą dowolność i brak przejrzystości.

Wszystko to powodowało, że kredytobiorcy w euro często dowiadywali się o faktycznym ryzyku dopiero po latach, gdy mimo regularnych spłat, saldo zadłużenia… rosło. W wielu sprawach sądy uznały takie postępowanie za nieuczciwe. Podobne stanowisko przedstawił także UOKiK, który wielokrotnie wskazywał na niedozwolone zapisy w umowach kredytów walutowych.

Indeksowany czy denominowany – o co w tym chodzi?

Choć oba rodzaje kredytów często wrzucane są do jednego worka, mechanizmy ich działania są nieco inne:

  • Kredyt indeksowany do euro – jego wartość początkowa wyrażona jest w złotówkach, ale przeliczana na euro według kursu banku, np. w dniu wypłaty. Raty spłacane są również w złotówkach, ale zależą od bieżącego kursu euro.
  • Kredyt denominowany w euro – w umowie wpisana jest konkretna kwota w euro, ale wypłata następuje w złotówkach, przeliczona według kursu z tabeli banku. Tu już na starcie pojawia się nieścisłość – klient nie wie, ile tak naprawdę otrzyma i ile będzie musiał oddać.

W obu przypadkach kurs euro miał ogromny wpływ na wysokość rat. Problem w tym, że wielu kredytobiorców nie zostało rzetelnie poinformowanych o tym mechanizmie.

unieważnienie umowy kredytowej

Kurs euro a realne koszty kredytów

Dla wielu osób kredyt w euro miał być rozwiązaniem idealnym — niższe oprocentowanie, większa zdolność kredytowa i obietnica stabilności. Niestety, z czasem okazało się, że w całym tym scenariuszu był jeden kluczowy element, o którym banki mówiły niechętnie: kurs euro. To właśnie jego wzrost i zmienność sprawiły, że raty kredytu zaczęły rosnąć, a saldo zadłużenia — zamiast maleć — wzrastało, mimo regularnych spłat.

Wielu kredytobiorców podpisało umowy kredytów walutowych, nie zdając sobie sprawy, że ich raty spłaty kredytu będą ściśle powiązane z kursem euro ustalanym przez bank. Niewielka zmiana kursu oznaczała realny wzrost miesięcznej raty, a jeśli kurs podskoczył gwałtownie – budżet domowy zaczynał się chwiać.

Jak to wyglądało w praktyce?

Wyobraź sobie kredyt hipoteczny na 300 tys. zł, udzielony w 2007 roku, przy kursie 3,50 zł za 1 euro. Przez pierwsze miesiące wszystko wyglądało dobrze. Ale gdy kurs euro zaczął rosnąć – najpierw do 4 zł, potem 4,50 zł, a w pewnym momencie nawet powyżej 4,70 zł – sytuacja zaczęła się dramatycznie zmieniać.

Raty kredytu rosły o setki złotych, a co gorsza – wielu klientów zauważało, że mimo kilku lat spłacania kredytu, do oddania pozostaje im… więcej, niż pożyczyli na początku. To nie jest fikcja – to fakty, które potwierdzają historie tysięcy kredytobiorców w euro.

Z czasem zaczęły się pojawiać sprawy dotyczące kredytów walutowych – ludzie domagali się wyjaśnień i sprawiedliwości. W sądach zaczęły zapadać pierwsze wyroki potwierdzające, że wiele takich umów zawierało klauzule abuzywne, a ich skutkiem mogła być nawet nieważność umowy kredytu.

Skutki prawne – co może zrobić kredytobiorca?

Masz kredyt w euro i czujesz, że coś się w tej umowie nie zgadza? A może mimo lat spłacania wciąż jesteś winien więcej, niż pożyczyłeś? Nie jesteś w tym sam. Coraz więcej osób decyduje się dziś sprawdzić swoją umowę kredytową, bo okazuje się, że wiele z nich zawierało zapisy niezgodne z prawem. I co ważne – sądy coraz częściej stają po stronie kredytobiorców.

Nieważność umowy kredytu – co to właściwie oznacza?

Jeśli w Twojej umowie znajdują się tzw. klauzule abuzywne (czyli niedozwolone postanowienia, np. dotyczące przeliczania rat według kursów ustalanych jednostronnie przez bank), istnieje realna szansa, że cała umowa może zostać uznana za nieważną.

Co wtedy?

  • bank musi zwrócić Ci wszystkie wpłaty – raty, prowizje, odsetki,
  • Ty oddajesz tylko realnie wypłaconą kwotę kredytu (bez kosztów „papierowych”),
  • znika problem rat do spłaty,
  • możliwe jest również wykreślenie hipoteki z księgi wieczystej nieruchomości.

To właśnie dlatego tak wielu kredytobiorców zdecydowało się na pozew przeciwko bankowi – i wygrywają. Coraz więcej wyroków kończy się unieważnieniem umowy kredytowej. Przykładowo, w wyroku z 7 maja 2021 r. (III CZP 6/21), Sąd Najwyższy potwierdził, że można uznać całą umowę za nieważną, jeśli opierała się na klauzulach nieuczciwych – pełna treść orzeczenia.

Czy trzeba od razu iść do sądu?

Nie. Zanim podejmiesz decyzję, warto zacząć od podstaw: sprawdź, co naprawdę jest zapisane w Twojej umowie. I tu ogromną rolę odgrywa analiza umowy przez doświadczoną kancelarię. Taka opinia może Ci powiedzieć, czy masz podstawy, by walczyć o swoje, i jakie będą potencjalne skutki – również finansowe.

A co z tymi, którzy już spłacili kredyt?

To ważne: możliwość dochodzenia roszczeń mają nie tylko kredytobiorcy posiadający kredyt, ale także osoby, które już go spłaciły. Liczy się nie to, czy kredyt wciąż trwa, ale czy umowa zawierała klauzule abuzywne. Dopóki nie minął okres przedawnienia, możesz złożyć pozew i odzyskać nadpłacone środki.

Pozew przeciwko bankowi – jak wygląda postępowanie?

Zastanawiasz się, jak wygląda sprawa sądowa przeciwko bankowi w związku z kredytem w euro? To zupełnie naturalne – wiele osób ma wątpliwości i obawy, zanim zdecyduje się na ten krok. Dobra wiadomość jest taka, że tysiące kredytobiorców przeszło już tę drogę. Co więcej, sądy coraz częściej przyznają im rację, wskazując, że wiele umów kredytów walutowych było po prostu nieuczciwych.

Od czego się zaczyna?

Na początku warto zgłosić się do kancelarii, która specjalizuje się w tego typu sprawach. Zazwyczaj pierwszym krokiem jest analiza umowy kredytowej – prawnicy sprawdzają, czy w Twojej umowie są klauzule abuzywne, czyli zapisy działające wyłącznie na korzyść banku. Najczęściej chodzi o sposób przeliczania rat według kursu euro, który ustalany był jednostronnie przez bank, bez jasnych zasad.

Jeśli analiza potwierdzi, że są podstawy do działania, kolejnym krokiem jest przygotowanie i złożenie pozwu przeciwko bankowi.

Co dzieje się dalej?

  • Sąd żąda dokumentów – umowy, aneksów, historii spłat. Im więcej szczegółów, tym lepiej.
  • Bank zazwyczaj próbuje wykazać, że klient wiedział o ryzyku, ale to po stronie banku leży obowiązek udowodnienia, że informował o konsekwencjach zmian kursu.
  • Często powoływany jest biegły sądowy, który analizuje, jak zmieniał się kredyt w czasie i ile klient rzeczywiście nadpłacił.
  • Po kilku miesiącach (czasem dłużej), zapada wyrok – i w wielu przypadkach jest on korzystny dla kredytobiorcy.

Sąd może unieważnić całą umowę albo tylko niektóre jej zapisy – np. te dotyczące przeliczania rat. W obu przypadkach oznacza to dla klienta ogromną ulgę: koniec ze spłatą zawyżonych rat, możliwość odzyskania pieniędzy, a często też wykreślenie hipoteki z księgi wieczystej.

Sądy po stronie klientów

To nie teoria – to realne wyroki, zapadające w polskich sądach:

  • W grudniu 2022 r. Sąd Okręgowy w Warszawie unieważnił umowę kredytu denominowanego do euro, ponieważ bank nie poinformował klienta o ryzyku kursowym
  • W czerwcu 2021 r. Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) orzekł, że nieuczciwe zapisy w kredytach walutowych – nawet już spłaconych – mogą prowadzić do unieważnienia całej umowy (wyrok TSUE C-776/19).
umowy kredytów walutowych

Kredyty frankowe a kredyty w euro – analogie i różnice

Kiedyś kredyty walutowe wydawały się dobrą okazją – szczególnie te we frankach szwajcarskich i euro. Dziś wiemy już, że dla wielu osób były początkiem poważnych problemów finansowych. Co ciekawe, chociaż kredyty frankowe zdominowały debatę publiczną i sądową, to w przypadku kredytów w euro mamy do czynienia z bardzo podobną sytuacją – i sądy coraz częściej to zauważają.

Co łączy kredyty frankowe i eurokredyty?

Mechanizm był niemal identyczny: banki zawierały z klientami umowy kredytów walutowych, które zawierały niejasne, często nieuczciwe zapisy. Klienci podpisywali dokumenty, które wyglądały profesjonalnie, ale nikt nie tłumaczył im, co się stanie, gdy wzrośnie kurs euro albo franka. A przecież właśnie od tego zależała wysokość rat kredytu – i ostatecznie całkowity koszt zobowiązania.

Banki często stosowały klauzule abuzywne, czyli postanowienia, które dawały im prawo np. do samodzielnego ustalania kursu waluty. W efekcie klient nie miał żadnego wpływu na to, ile finalnie będzie musiał zapłacić.

Czy orzeczenia z „franków” pomagają w sprawach euro?

Tak – i to bardzo. Choć waluta się różni, to konstrukcja wielu umów kredytowych w euro była niemal taka sama jak we frankach. I właśnie dlatego sądy sięgają po tę samą argumentację – jeśli coś było nieuczciwe w przypadku jednej waluty, to w drugiej działa dokładnie tak samo.

Szczególnie ważna jest tu rola Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE). Trybunał wielokrotnie podkreślał, że konsument musi być jasno i rzetelnie poinformowany o ryzyku związanym z kredytem. Jeśli tego zabrakło – a w wielu przypadkach tak właśnie było – umowa kredytu może zostać unieważniona.

Przykład? W sprawie C-776/19, TSUE potwierdził, że nawet jeśli kredyt został już spłacony, klient wciąż może dochodzić roszczeń, jeśli w umowie były niedozwolone zapisy.

W polskich sądach również coraz częściej zapadają wyroki korzystne dla osób, które miały kredyt hipoteczny w euro. Jednym z przykładów jest sprawa z grudnia 2022 roku – Sąd Okręgowy w Warszawie unieważnił umowę, wskazując, że bank nie dopełnił obowiązku informacyjnego wobec klienta.

Sprawy dotyczące kredytów z Instytutem Odszkodowań

Jeśli zaciągnąłeś kredyt w euro i coraz częściej masz wrażenie, że Twoja umowa kredytowa była nie do końca uczciwa – warto się temu przyjrzeć. Dla wielu osób kredyt walutowy okazał się znacznie droższy, niż się na początku wydawało. I nie chodzi tu tylko o zmiany kursu euro, ale o to, jak banki skonstruowały same umowy kredytów walutowych.

W ostatnich latach sądy coraz częściej stwierdzają nieważność umowy kredytu, jeśli zawierała tzw. klauzule abuzywne – czyli zapisy, które faworyzowały bank kosztem kredytobiorcy. Co to oznacza w praktyce? Możesz mieć prawo do:

  • odzyskania nadpłaconych rat i opłat,
  • zatrzymania dalszych spłat, jeśli umowa okaże się nieważna,
  • a nawet wykreślenia hipoteki z księgi wieczystej Twojej nieruchomości.

I nie – nie musisz mieć wciąż aktywnego kredytu. Takie roszczenia przysługują również kredytobiorcom, którzy już spłacili swój kredyt. Tak orzekł m.in. TSUE w sprawie C-776/19, wskazując, że prawo do dochodzenia roszczeń nie wygasa z chwilą spłaty zobowiązania.

Pierwszy krok jest prosty – analiza umowy. Wystarczy, że prześlesz dokumenty, a prawnicy sprawdzą, czy Twoja umowa kredytowa daje podstawy do działania. Może się okazać, że masz realną szansę na odzyskanie dużych pieniędzy i uwolnienie się od nieuczciwych zapisów.

W takich sprawach czas ma znaczenie – im szybciej podejmiesz decyzję, tym szybciej odzyskasz kontrolę nad swoją sytuacją finansową.

Skontaktuj się z nami – zespół Instytutu Odszkodowań chętnie pomoże Ci zrozumieć Twoje prawa i zaproponuje konkretne rozwiązania.

Nie pozwól, żeby wadliwa umowa dalej obciążała Twoje życie.

Polski instytut odszkodowań

Odpowiedzialnie i skutecznie dla Ciebie

Zadzwoń do nas i porozmawiaj z naszym ekspertem

Zadzwoń: +48 885 800 865